Biuletyn
PacjentLekarz

Relacje pacjentów:

Wyprysk atopowy

Kobieta, 54 lata
 
Doświadczenia z wypryskiem atopowym
Rozpoznano u mnie wyprysk atopowy na początku lipca 2007 roku.
Miałam wtedy (i mam w dalszym ciągu) wykwity w wielu miejscach na ciele:
  • Na twarzy (zwłaszcza wokół oczu i ust, a czasem na policzkach i czole)
  • Na szyi
  • Na klatce piersiowej (też na biuście)
  • Na całym brzuchu
  • Na obu nogach (najwięcej w dołach podkolanowych i po bokach kolan)
Wykwity zaczęły się we wrześniu 2006 r. od pęcherza na jednym oku, który był leczony jakąś maścią, którą zapisał mi lekarz rodzinny. Jednak natychmiast potem na tym samym oku pojawiła się mała czerwona plamka, która stopniowo rozlała się i przybrała postać faktycznego wykwitu.
 
W tym czasie pracowałam w małej fabryce filcu, a jako że mam alergię na roztocza kurzu domowego, lekarz specjalista uważał, że przyczyną wykwitów był nadmiar kurzu w fabryce. W połowie grudnia zwolniłam się dlatego z pracy - ale wykwit pozostał. W zimie były chyba dwa miesiące, gdy nie miałam żadnych objawów, ale potem wyprysk pojawił się znowu i nękał mnie straszliwie zarówno fizycznie jak i psychicznie.
 
Fizycznie dokuczał mi świąd nie do wytrzymania, opuchlizna i bolesność. Skóra stała się bardzo wrażliwa i zaczęła się sączyć - zwłaszcza, gdy zdarzyło mi się podrapać w nocy. Dlatego zaczęłam obcinać paznokcie na krótko i zakładać na noc rękawiczki.
 
Psychicznie dręczyłam się, że mam żyć z ciałem, które przysparza tyle problemów, a jednocześnie wyprysk był bardzo widoczny i przyciągał do mnie uwagę, której wolałam uniknąć. Wkrótce wykwity wypełniły całe moje życie codzienne. Było mi trudno znieść samą siebie i nie mogłam myśleć o niczym innym, jak tylko o mojej strasznej sytuacji.
 
Dodatkowym obciążeniem było to, iż sądziłam, że wykwity powoduje coś, na co mam alergię, tylko nie mogłam odkryć, co to było. Zmieniłam miejsce do spania/pokój i przebywania kilka razy i uważałam bardziej niż zwykle, co jem (mam nietolerancję pokarmową). W końcu nie odważałam się jeść na mieście. I tak nic nie pomagało. Wykwity pojawiały się i znikały, ale nie widziałam ani nie czułam, by miały jakiś związek z tym, co robię.
 
Diagnoza i leczenie
W końcu zostałam wysłana do lekarza dermatologa, który stwierdził, że cierpię na wyprysk atopowy. Zrobiono test skórny plasterkowy (na 24 różne substancje), który miał wykluczyć, czy mam alergię na jakieś substancje z życia codziennego, i w końcu dowiedziałam się, że choroba ma podłoże genetyczne. Nie wiadomo, skąd się bierze i nie można jej wyleczyć, jedynie leczyć - m.in. maścią sterydową.
 
To był dla mnie twardy orzech do zgryzienia. Jako dziecko miałam wyprysk na palcach (może to było to, co dzisiaj nazywa się wypryskiem atopowym/atopowym zapaleniem skóry). Wtedy przez wiele lat co zimę smarowano mnie maścią sterydową i nie jestem zwolenniczką takiego leczenia. Mimo to parę razy w tym roku leczyłam swój wyprysk maścią sterydową i po kilku dniach wykwity zniknęły. Niestety, pojawiają się lub zaostrzają się znowu, gdy przerywam leczenie.
 
Poza tym smaruję wykwity kremem A-DERMA (tłustym) i uważam, że jest dobry. W okresach, gdy skóra jest strasznie sucha, pomaga on na tyle, że skóra nie pęka.
 
Leczenie alternatywne
Zaczęłam ponadto leczenie alternatywne, o którym na razie nie mogę zbyt dużo powiedzieć, gdyż byłam tam tylko kilka razy. Ale poznałam ćwiczenie z terapii zwanej terapią pola myśli (TFT), które bardzo mi pomogło.
 
Naciskając na odpowiedni punkt, mówię sobie: "Mimo że mam wykwity, kocham siebie i akceptuję". A pukając w odpowiednie punkty, mówię: "Jestem zdrowa i w równowadze z samą sobą". To ćwiczenie wykonuję do 10 razy dziennie, w zależności od stopnia dokuczliwości wyprysku.
 
Poddanie się temu ćwiczeniu i leżącej u jego podstaw myśli było dla mnie wyzwalającym uczuciem. Dzięki temu małemu ćwiczeniu skupiam się na tej części siebie, która jest zdrowa (a jest ona całkiem spora) i pomogło mi ono wyprzeć wyprysk z pierwszego planu w mojej świadomości. Oczywiście, wiem dobrze, że w dalszym ciągu mam wykwity - widzę je i czuję - ale nie absorbują mnie w takim stopniu, jak kiedyś.
 
 
 
 
 
  
Wróc     Wydrukuj